niedziela, 20 grudnia 2009

Ustawa o parytetach, czyli jak nie powinna działać demokracja

Projekt ustawy o parytetach mówi: "Liczba kobiet na liście okręgowej nie może być mniejsza niż liczba mężczyzn".
To oznacza dyskryminację w drugą stronę.

Poparłabym może ustawę, która przewiduje, powiedzmy, nie mniej niż 30% kobiet, i nie mniej niż 30% mężczyzn na listach wyborczych. Być może faktycznie niektóre partie nie promują wykwalifikowanych działaczy, tylko dlatego, że są kobietami. Poza tym, to sparaliżowałoby działalność Partii Kobiet- duży plus! :)

Problem dyskryminacji płci jest bardziej złożony, i moim zdaniem nie wynika tylko z szowinizmu mężczyzn. Problem mają przede wszystkim kobiety, które wierzą w to, że naprawdę są gorsze.

Widzę to, jako uczennica klasy informatycznej*. Koleżanki, które mają dobre oceny z fizyki i matematyki, nie potrafiły przemóc się i napisać prostego programu.
Ja, jako osoba naprawdę lubiąca programowanie, spotkałam się ze strony niektórych facetów z niemiłymi komentarzami. "Kobieta informatyk, jak świnka morska. Ani świnka, ani morska" "Nie oszukuj się, jesteś kobietą."

Parytety nie rozwiążą problemu. Konieczna jest zmiana mentalności społeczeństwa.

*moje obserwacje mogą nie być reprezentatywne dla społeczeństwa. Czytałam jednak o badaniach socjologicznych, z których wynika, że mentalność społeczeństwa wpływa na kwalifikacje kobiet. Badania prowadzono m.in. w krajach muzułmańskich i europejskich. W krajach skandynawskich wyniki kobiet były takie same lub wyższe od wyników mężczyzn.

5 komentarze:

  1. Chociaż osobiście ustawę parytetową uważam za bezsensowna bo nieskuteczną, to jednak nie zgodzę się z zarzutem dyskryminacji - wymóg takiego a nie innego rozkładu na listach wyborczych raczej nikogo nie dyskryminuje, bo i tak to kto się dostanie na listy wyborcze to decyzja władz partii. Ustawa próbuje walczyć ze stereotypem, który utrudnia dostęp kobiet do władzy poprzez wprowadzenie wymogu formalnego parytetów - jednak tak czy siak o tym kto się dostanie do parlamentu decydują wyborcy.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Sylwek, właśnie że nie. Gdyby każda partia musiała mieć np. 30, 40 lub 50% kobiet z pewnością dotyczyłoby to również list wyborczych.

    I nie miałoby najmniejszego znaczenia na jaką partię zagłosujesz i tak ten procent zostałby utrzymany. (Wiadomo różną można mieć pozycję na liście wyborczej, ale o to feministki też napewno by zadbały).

    Zresztą jak można walczyć z jakimkolwiek stereotypem za pomocą ustawy? Ustawa to nie jest jakiś czarodziejski ołówek.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Witam Panią serdecznie ! Na wstepie chciałbym pogratulować wzorowej postawy obywatelskiej i cywilnej odwagi w sprawie krzyży w Państwa szkole. Dzięki takim inicjatywom istnieje nadzieja, iż nasza rzeczywistość zostanie zmieniona.
    Co do najnowszego posta: podzielam Pani stanowisko, parytety udowodnia tylko jak bardzo zacofane jest polskie społeczeństwo, będzie to najlepszy dowód na to, iż dyskryminacja w Polsce istnieje i nie zmienia się nawet wraz z wchodzeniem do życia politycznego młodych ludzi. Pozosaje mieć najdzieje, że nie wszyscy tak myślą :)
    Ciesze się, że trafiłem na Pani bloga, mam nadzieje, że będzie sie on prężnie rozwijał. Zapraszam również do lektury mojego pod adresem: http://jakubdzikowski.blox.pl i serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. Sprawa parytetu wydaje mi się nieco głębsza, niż tylko równe uczestnictwo kobiet w polityce i innych dziedzinach życia. Rację masz, Zuzanno, pisząc o mentalności mężczyzn i niedocenianiu własnej wartości przez kobiety.
    Mam jednak na myśli trudno wyczuwalne obniżanie wartości kobiety przez samo wprowadzenie parytetu, może to oznaczać pewne lekceważenie: "dajmy im parytet, bo wypada, żeby uczestniczyły, a same sobie nie poradzą".
    Myślę, że ważniejsze od zmiany nastawienia "macho" jest zmiana nastawienia "kury domowej".
    Poza tym gratuluję wystąpienia "szkolnego" - popieram i podziwiam.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. A moze po prostu mentalność zmienić siłą.
    Skoro prostactwo męskie niekiedy sięga wysoko to moze nie ma sensu dyskutować, nakłaniać, zachęcać i tłumaczyć tylko wprowadzać i egzekwować.

    OdpowiedzUsuń na zawsze